Użytkowanie wnętrz uczelni łączy się z dość intensywnym przeżyciem emocjonalnym jakim studia bywają, przynajmniej dla niektórych. Każde wnętrze prócz swojej prosto rozumianej funkcji ma też pewną „funkcje psychologiczną”.
Oknami, ścianami, kolorem przywołują wnętrza w naszej wyobraźni skojarzenia z przeszłości, skojarzenia z otaczającego nas świata. Dotyczy to zarówno skojarzeń związanych z architekturą jak i z innymi dziedzinami. Uczelnia jest postrzegana wyjątkowo intensywnie, właśnie dlatego że jej użytkowaniu towarzyszą emocje, egzamin, stres.
Mocno zapadają w pamięć drzwi do instytutów, tabliczki z napisami. W oczach mamy wyślizgane przez dziesiątki rąk poręcze. Ściany skopane nogami wyczekujących pod drzwiami studentów bywają tym, co oswaja wnętrza, czyni je znajomymi. Jak nigdzie indziej w szkole wyższej właśnie halle i korytarze mają status szczególny, są niezwykle ważne. Tu można wszystkich spotkać, tu można obsiąść schody albo parapety.
To w tych przestrzeniach nasza emocja zmienia rzeczywistość, wyobraźnia „powiększa” w naszej głowie tabliczki z nazwami instytutów. To w długich korytarzach nasza wyobraźnia utrzymuje w sztywnym dystansie drzwi do pomieszczeń tworząc dziwną mieszankę ładu i harmonii, napięcia i rozdygotania.
Dla zewnętrznego obserwatora stanowią korytarze przestrzeń krwiobiegiem ludzi snujących się pozornie bez jakiegoś porządku przystających tylko na chwilę lub godzinami „ozdabiających” ściany i posadzki.
Jak w żadnym innym wnętrzu w korytarzach i hallach uczelnianych ludzie stanowią element kompozycyjny, swoisty wzorek, ruchomy deseń.
Uznanie tego faktu przez architekta projektującego szkoły wyższe musi skutkować nadaniem korytarzom większej rangi niż by to wynikało z ich czystej funkcji komunikacyjnej. Zrozumienie intensywności przeżycia tych wnętrz musiałoby zaskutkować „podaniem” przed oczy uczestnika tej pulsującej ludzkiej kompozycji elementu jakiegoś „oparcia” - detalu, może poręczy właśnie, może parapetu czy tabliczki na drzwiach, elementu znajomego dla oka, który to wewnętrzne rozdygotanie ukoi.
***
Z zewnątrz uczelnia jest przede wszystkim „prostą”, dojściem odsłoniętym, prostym chodnikiem – ulicą z brudnym śniegiem, tak dokładnie oglądaną przez pochylonych studentów.
Podniesienie głowy skutkuje świadomością wielkości budynku do którego niestety podążamy, tę bolesną wiedzę nabywamy widząc skrajne, pionowe krawędzie budynku.
Resztę wątpliwości rozwiewa elewacja pozbawiona ludzkich cech indywidualnych z rzędami bezdusznych okien.
SZTUKA
Andrzej Kaczmarczyk
polishARCHITECTS.com
SZKOŁA WYŻSZA
architekt Andrzej Kaczmarczyk
obiekt:
Kolegium Języków Obcych
w Suchej Beskidzkiej